14 Podlaska Drużyna Wędrownicza
Związek Harcerstwa Polskiego
Chorągiew Mazowiecka
Hufiec "Podlasie" im. Henryka Sienkiewicza w Siedlcach

Obóz Hufca ZHP "Podlasie" - Lubianka 2014

Czas płynie zdecydowanie za szybko. Ledwie dojechaliśmy a już musieliśmy wracać. Wiele wspaniałych przygód, niezapomniana i magiczna atmosfera, ale pozostała już tylko masa zdjęć i wspomnień. Do tej pory w głowie słyszę „Majkę”, która bez wątpienia stała się naszą obozową piosenką oraz „Majora Ponurego” i „Kadryla”, którego chcieliśmy śpiewać przy każdej nadarzającej się okazji.

Na obóz podobnie jak rok wcześniej pojechaliśmy w charakterze kadry pomocniczej. Naszym obowiązkiem była pomoc drużynowym w pracy z ich obozowymi drużynami. Mimo, że powierzanych nam obowiązków było dużo i nie zawsze były one łatwe, w żadnym stopniu nie wpłynęło to na sposób przeżywania przez nas kolejnych dni obozu. 

„Ustawimy mały obóz, bramę zbudujemy z serc…”

Wszystko zaczęło się bardzo banalnie. Około pięćdziesięcio osobowa grupa harcerzy w mundurach zebrała się pod siedleckim Novym Kinem, żeby móc wyjechać na swój – dla większości – pierwszy obóz harcerski. Nieopodal rodzice, czekający na nas autokar – ktoś mógłby pomyśleć, że to kolejny „nudny” wyjazd, ale my właśnie tak rozpoczęliśmy swoją wakacyjną przygodę z harcerstwem. Już w drodze do Harcerskiej Bazy Obozowej „Lubianka” w Starachowicach panowała wspaniała atmosfera. Nawiązywały się pierwsze obozowe znajomości, śpiewanie przy akompaniamencie gitary, coraz to piękniejsze widoki za oknem…

W ciągu pierwszych dni obozu zajęliśmy się pionierką obozową. Skonstruowaliśmy ogrodzenie wokół podobozów, główną bramę oraz punkt P.POŻ a także ustawiliśmy maszt. Naszych namiotów nie można było już wtedy nazwać zwykłymi wojskowymi NSami – w środku wyglądały one zupełnie inaczej – zmieniły się bowiem w przytulne pomieszczenia. W trakcie trwania tych kilku pierwszych dni, przed namiotami pojawiały się także totemy oraz proporce drużyn i zastępów. Trzeba przyznać, że wszystko wyglądało już zupełnie inaczej niż po przyjeździe w to miejsce. 

„Dość jest wszystkiego
Dojść można wszędzie” 

Każdy kolejny dzień mijał nam bardzo szybko. Myślę, że powodem tak szybko uciekającego czasu były całodniowe wycieczki, których nie brakowało. Starachowice były naszym pierwszym celem. Później Polana Langiewicz i Wąchock, Sandomierz, Kielce, Chęciny. Będąc w Górach Świętokrzyskich nie mogliśmy zapomnieć o najwyższym szczycie tego obszaru – Łysicy. W naszych wędrówkach dotarliśmy więc także i tam. Co prawda nie wszyscy zdecydowali się zdobyć ten szczyt, część została „na dole” i trzymając kciuki żeby wszystkim śmiałkom udało się wejść, zwiedzała inne atrakcje turystyczne. 

Czasami wyczerpanie fizyczne po wędrówkach brało górę, ale dawaliśmy radę. Niemalże codziennie wieczorem braliśmy udział w obrzędowym ognisku, śpiewaliśmy piosenki, druh Tomek opowiadał ciekawe historie o Żołnierzach Wyklętych, okresie drugiej wojny światowej a przede wszystkim o Majorze Ponurym – niewątpliwie wyjątkowo związanym z Górami Świętokrzyskimi. Po ognisku zawsze wiązaliśmy krąg a już na placu apelowym tradycyjnie wykonywaliśmy misie („misie” są formą grupowego przytulania na dobranoc). 

Podczas gdy dzień spędzaliśmy na terenie obozu także robiliśmy wiele ciekawych rzeczy. Eryk i Radzio zorganizowali „Bieg Cichociemnych”, który był niemałym wyzwaniem dla uczestników, z chłopakami zadbaliśmy także o zajęcia z pierwszej pomocy oraz o grę ratowniczą. Michał podczas obozu pełnił rolę oboźnego. Zdarzało się, że pogoda płatała figle i przynosiła deszcz wraz z burzą. Właśnie wtedy cały obóz zgrywał się ze sobą najbardziej. Spotykaliśmy się na stołówce i z uśmiechem na ustach śpiewaliśmy, tańczyliśmy, graliśmy w gry planszowe i karty. Gdy jednak świeciło słońce wychodziliśmy na plażę i kąpaliśmy się (HBO „Lubianka” leży nad zalewem Lubianka także mieliśmy bliziutko). Podczas całego obozu mogliśmy także wysyłać listy do uczestników obozu – zarówno te od tajemniczych wielbicieli jak i podpisane. Trzeba przyznać, że poczta obozowa okazała się niesamowitym pomysłem. Przez ręce naszych „listonoszek” przewinęło się naprawdę dużo listów. 

„Przyjaźń to w sumie dziwna rzecz. Czas wszystko zmienia…”

Ten wyjazd bez wątpienia przyniósł nam wielu nowych i serdecznych przyjaciół. Po upływie dwóch tygodni ciężko nam było uwierzyć, że to już koniec, że musimy się rozstać i wrócić do Siedlce, do codziennych obowiązków, innych ludzi i zajęć. Na pewno będziemy spotykać się na zlotach, ale to już nie to samo. Pożegnanie dla nikogo nie było zaskoczeniem – zrobiliśmy wielkiego misia i chociaż nie każdy się przyznawał to zapewne spora część uroniła chociażby jedną łezkę. 

Niedługo w otchłaniach internetu pojawi się filmik, który powstał na obozie. Z niego dowiedzie się dużo więcej na temat co robiliśmy każdego dnia. Zachęcam do obejrzenia go :)

Całą galerię zdjęć z obozu (a jest ich ponad 4000) znajdziecie tutaj.
Natalia Księżopolska

Kreator stron internetowych - strona bez programowania