14 Podlaska Drużyna Wędrownicza
Związek Harcerstwa Polskiego
Chorągiew Mazowiecka
Hufiec "Podlasie" im. Henryka Sienkiewicza w Siedlcach

Piosenka obozowa

Zalesie 2013 – historia prawdziwa acz nieco subiektywna
piosenka powstała w trakcie (i trochę po) obozu w Zalesiu pod patronatem druha Tomasza Radomyskiego.


Przy ognisku, przy ognisku
Tak siedzimy sobie wszyscy.
Giną troski i zmartwienia,
Bo ognisko wszystko zmienia.


Przez pół Polski śmy jechali    13.07
Po straszliwych serpentynach
Na dodatek z bagażami
Kawał pieszo musielim naginać.

Deszcz się leje nam na głowy,
Przez namiot spogląda niebo.
Och mamuśku, gdziem ja trafił,
Musi do średniowiecza późnego.

Obóz został ogarnięty    14.07 /niedziela/
Dziury w dachach połatane,
A na każdym namiociku
Herby drużyn zmalowane.

Na początku wartownicy
Tak nas dzielnie pilnowali,
Że turyści całą zgrają
Kiedy chcieli, to wjeżdżali.

Zapowiadał druh oboźny,    15.07
Że ostra ma być zaprawa,
Ale jestem zawiedziony,
Bo to kurczę zwykła jest zabawa.

Na wieczornym apeliku
Wszyscy dostali pochwały
Za przygotowanie też ogniska,
Ale nie chciało nam się zapalić.

W Zakopanem na wisycku    16.07
Podziwiają panoramy,
A moi dzielni druhowie
Pytają o budy z hot-dogami.

Po góralsku, tradycyjnie
Na straganach baranice
A oscypki nam sprzedaje
Baca z tureckim obliczem.

Zupki, kluski, strogonowy
Kuchnia nam podaje z chlebem,
A na drogę dostajemy
Wodę oraz punczki z dżymem.

Piękno górskich krajobrazów    17.07
Zachwalają zgodnym chórem.
Nie wiem, co w tym jest pięknego,
Muszę chodzić z góry i pod górę.

Najpierw była Mokra z Kickiem –
Smok – bestyja strasznie dzika,
Zeżarł wszystko, wypił wszystką wodę
I zrobiła się Sucha Bez(s)Kic(dz)ka 

Opowieści woja Krzyśka
Wszyscy chętnie wysłuchali,
A mieczami, toporami
Potem ostro się naparzali.

Rano na inspekcji cacy.    18.07
Myślę – dzionek mamy z głowy.
Ale kadra po południu
Wydumała nalot dywanowy.

Wieźli nas kawałek drogi,
Dowieźli nas do Wieliczki.
Miały być tam wielkie cuda –
Wleźlim tylko do wielkiej solniczki.

Ruszyliśmy w góry z mapą,    20.07
Ale szlak został zgubiony.
Lecz na szczęście na zakręcie
W kapliczce stał św. Antoni.

Komenda nas bezlitośnie
Ganiała po górach, gajach,
Sapaliśmy jak te smoki,
A pot leciał nam po … czole.

Coś mnie kurde podkusiło
Do Kalwarii Zebrzydowskiej.
Ma figura wyrazista
Zmienia się już z trzmiela w osę!

Z zielonego zeszlim szlaku,
Nikt go znaleźć nie potrafił.
Błądziliśmy w lewo, w prawo,
Aż wieczorem w końcu mnie szlak trafił.

Z bazyliki do PeKaPu
Było parę kilometrów,
Ale pociągu nie było,
Trzeba było wrócić do PeKaeS-ów.

Druh oboźny jest wnerwiony
Bo nie dostał „betonika”.
A kto zeżarł dwa „betony”
Na zaprawie będzie kozły fikał (na placu apelowym)

Chrzciny były bardzo huczne!    21.07 /niedziela/
Na pogaństwo spadły plagi.
Spapraliśmy ich doszczętnie
Zanim przed obliczem króla padli.

Każdy, kto był już ochrzczony,
Miał rozmowę krótka z katem,
Za sprawą jego topora
Bezboleśnie żegnał się ze światem.

A wieczorem po wieczerzy
Ślubów była cała kupa.
Odbyło się to za sprawą
Ambrożego fon de Pasibrzucha.

Prac skarpety i gotować,
Z teściową nie wchodzi w swary
Oraz oddawać wypłatę
Przyrzekały wszystkie pary.

Aby wszystko po bożemu
Było z tymi przysięgami,
To święconej wody biskup
Nie żałował i się lała strumieniami.

Że ze ślubów będą jaja
Wiedzieliśmy już od rana,
Ale nikt się nie spodziewał,
Że ksiądz biskup zatańczy kankana!

Pieszo wleźć na Babią Górę –       22.07
Pomysł iście to szalony!
Choć leźliśmy na czworaka
Sukces został odtrąbiony!

Harcerzowi nie przeszkodzą
Bąble, upał, skały strome,
Ani tez złamane serce,
Jak się uprze – wszędzie dojdzie.

Na Wawelu, na Wawelu    23.07
Pan policjant nadgorliwy
Kazał oddać mi gitarę,
Przez co byłem bardzo nieszczęśliwy
(bo zrobiłem dodatkowo 1,5 kilometra)

Przegonili nas przez Smoczą Jamę,
Ale smoka tam nie było.
Miał nas opluć ogniem przed pieczarą,
Lecz mu z paszczy ledwie zadymiło.

W katedrze nam przewodniczka
Cuda wielkie pokazała,
Ale po poprzednim dzionku
Cała ekipa tylko ziewała.

Na żydowskim Kazimierzu
Zapiekanek dużo było. 
Jak Dawidek jedną szamał,
To na trzy dni już mu wystarczyło.

W Wadowicach o papieżu
Druh miał Tomasz opowiadać,
Lecz miał krzyż i chustę krzywo
I guziki musiał popoprawiać.

Nasz oboźny swoim gwizdkiem
Wciąż komendy nam wydaje.
Przyznam, że bez gwizdka tego
Cały obóz byłby do niczego.

Błogosławione szaleństwo    24.07
Obóz nasz z dnia na dzień zmienia,
Bowiem jedna trzecia druhen
Podejmuje próbę milczenia.

Jak tu z nimi się dogadać?
Znów wysilać trzeba głowy.
Odtąd w powszechnym użyciu
Znalazł język się migowy.

Chciało kilku dzielnych druhów
Odbyć Robinsona próbę,
Lecz złamali ustalenia –
Wszystko poszło psu na budę.

O kadrze
Idzie Magda z aparatem.
Gwałtu, rety – uciekajcie!
Bo was złapie na celownik,
Ustrzelić się jej nie dajcie.

„Nie jest dobrze” – oboźnego
Powiedzenie kadrę bawi.
Skąd się wzięło i co znaczy –
Nikt młodzieży nie wyjawi.

Gdy się stęsknisz do mamusi,
To nasza druhna Agnieszka
Zawsze jest na stanowisku –
Przytula, głaszcze, pociesza.

Malowanki, wycinanki,
Wyszywanki i dłubanki
Sprawnie idą nam pod okiem
Fajnych druhen Edyty i Anki.

Druh „Słoń” codzie niestrudzenie
Robi w namiotach inspekcje,
Jak w namiotach jest bałagan,
To urządza wszystkim „rekolekcje”.

Raz poważnie, raz wesoło,
Rozmyślania, hopsasanki,
Taki dualizm poznawczy
To domena pomocniczej druhny Anki.

Po cichutku, bez wystrzałów
Agata – nasz dzielny skryba
Wypisuje stos rozkazów.
Bez niej komendant by nie wydrygał.

Zapuściłem się i to zdrowo
Jak Mikołaj lub Rumburak.
Widzę, że na porost brody
Świetne jest powietrze w górach.

Zbuduj szałas – niby z czego?   25.07
Liści i gałęzi kupa
Musi druhu ci wystarczyć –
Z tego powstać twoja ma chałupa.

Poznaj znaki patrolowe – 26.07
To się w życiu przydać może
Żebyś jak cywilne cielę
Nie pytał się – „Co to jest? Mój Boże!”

Ledwie bieg się zdążył zacząć
Już na drodze ranny leżał
Pokrwawiony, pochlastany,
Co z tym fantem zrobić – harcerz wiedział.

Potem musieliśmy drzewa
Po gatunkach rozpoznawać
Oraz w środku lasu w gąszczu
Trzy ogniska poukładać.

Po południu na turnieju
Zebrał się tu kwiat rycerstwa,
Ale żaden nie pokonał
Bojomira fon Agresta.

Kopią, mieczem, pieszo, konno
Oraz przy użyciu łuku
Potykali się ze sobą mężnie.
Dobrze, że nikt se nie zrobił ku-ku.

Zaś by damą pierwszą zostać
Dziewczęta się postroiły.
Lecz niektóre do szkatułek
Męskie dezodoranty włożyły.

Gracją oraz elegancją,
Pieśnią, zawartością szkatułki
Szlachetna dama Klotylda
Pokonała przyjaciółki.

Podsumowanie

Kto chciał schudnąć na obozie,    27.07
Ten przeliczył się – niestety,
Bo przy takim pysznym żarciu
Nie da się przestrzegać diety.

By bagażem podźwignięcie
Nie zdarzyło się nikomu
Furą wszystkie walizeczki
Przewieźli dzielni rycerze „Zakonu”.

Na ogniskach królowały:
„Huba”, „Dziesięciu Murzynków”,
„Dym jałowca”, „Jam harcerzem”
Bo się nadawały do kręcenia „młynka”.

Łez nie laliśmy, bo po co?
Przecież my się nie żegnamy.
I już na najbliższym zlocie
Znowu wszyscy się spotkamy.
Kreator stron internetowych - strona bez programowania