14 Podlaska Drużyna Wędrownicza
Związek Harcerstwa Polskiego
Chorągiew Mazowiecka
Hufiec "Podlasie" im. Henryka Sienkiewicza w Siedlcach

Wędrownicza Watra 2013   18-25 sierpnia 2013

Ten wyjazd był inny niż wszystkie pozostałe pod wieloma względami. Po pierwsze – to nasza pierwsza wędrownicza wyprawa, na którą wybraliśmy się w tak licznym gronie, bo aż dziesięcioosobowym. Naszym opiekunem był zaprzyjaźniony Michał „Majeś” Majewski, znajomy z kursów pierwszej pomocy. Po drugie – przygotowania do wyjazdu nie ograniczyły się tylko do zorganizowania transportu i uiszczenia opłaty, ale wymagały precyzyjnego przemyślenia i zaplanowania wielu spraw. Ale zacznijmy od początku…

Kiedy kilka miesięcy temu padła propozycja zgłoszenia się na Watrę, nikt z nas tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, na co się porywamy. Kilka słów wprowadzenia – wyjazd składa się z dwóch części – trzech dni wędrówek i czterech dni zlotu. Watra w tym roku odbywała się w Małopolsce – Ambulo wybrało trasę III, zwaną EKOTURRET, podczas której mieliśmy okazję wędrować po szlakach Beskidu. Zgodnie z piękną łacińską sentencją „Omnia mea mecus porto” („Wszystko swoje ze sobą noszę”) przez łącznie 52 kilometry górskich szlaków czuliśmy na plecach ciężar naszego całego watrowego ekwipunku – dwóch kuchenek turystycznych, trzech namiotów, zapasu jedzenia dla jedenastu osób na kilka dni, ubrań, śpiworów, naczyń… Nie było lekko. Nasze przyzwyczajenie do nizin dawało nam ostro w kość – czym innym jest wędrowanie po równinach, a czym innym strome i błotniste podejścia czy kamieniste spadki. Daliśmy sobie radę tylko dlatego, że jako grupa zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jesteśmy tak silni jak nasze najsłabsze ogniwo. Nie było pędu po podium, szliśmy zgodnie z zasadą „powoli, ale stabilnie”, co w praktyce niejednokrotnie oznaczało wleczenie się noga za nogą.

Pierwszego dnia trasy czekały na nas ekologiczne wyzwania: musieliśmy zbudować filtr do oczyszczenia skażonej wody, skonstruować most z zebranych po drodze śmieci, zmierzyć się z pytaniami merytorycznymi, a nawet doić rękawiczkę, imitującą krowę! Drugi dzień wymagał największego wysiłku – niektórzy po raz drugi w te wakacje zmierzyli się z masywem Babiej Góry. Tym razem powitała ich mgłą i zimnem. Pozostali podążali w deszczu górskimi szlakami za niezmordowaną przewodniczką zdobywając mniejsze szczyty. Trzeciego dnia wędrówki sprawdzaliśmy w praktyce nasze umiejętności z zakresu ratownictwa – na czterech punktach trasy czekały na nas symulacje, wymagające współpracy całej drużyny. Chyba nikt z nas nie spodziewał się, że jako patrol, który po raz pierwszy brał udział w takim przedsięwzięciu, wygramy zmagania na trasie, zdobywając pierwsze miejsce. A tak właśnie się stało!

Po trzech dniach wielkiego wysiłku fizycznego, dotarliśmy do małej urokliwej miejscowości Piaski-Drużków, w której odbywał się zlot. Od początku towarzyszyło nam lekkie napięcie – mieliśmy około 20 minut do mundurowego apelu rozpoczynającego Watrę, a namioty nierozstawione i mokre, kolacja niezjedzona… Morale spadło, ale dzięki wzajemnemu wsparciu znów uporaliśmy się z kolejnym kryzysem. Podczas zlotu czekały nas dalsze wyzwania – Magda i Michał przeprowadzali zajęcia z języka migowego, natomiast Ania zajęcia dotyczące sztuki improwizacji. Codziennie zmagaliśmy się z własnymi słabościami, a nawet podjęliśmy się wyczynu – gdy zauważyliśmy, że nasze nerwy zawodzą, postanowiliśmy, że przez 24 godziny będziemy dla siebie cały czas życzliwi. Choć nie spodziewaliśmy się, że będziemy potrafili powiedzieć NIE naszej towarzyszce IRONII – udało się! Oprócz tego braliśmy udział w różnorodnych zajęciach. Wybór był tak wielki, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy nasza watrowa przygoda dobiegła końca. Nadeszła ostatnia noc, pobudka o 3 rano, zwijanie namiotów, oficjalne zakończenie Watry. Ani się obejrzeliśmy, a już jechaliśmy autokarem w stronę Krakowa, gdzie wsiedliśmy do pociągu. Przesiadka w Warszawie i już… Doskonale nam znany dworzec w Siedlcach zamajaczył na horyzoncie. Po raz ostatni tego dnia włożyliśmy nasze plecaki na plecy i ruszyliśmy do domów z głowami pełnymi powatrowych przemyśleń.

Była to dla nas lekcja samodyscypliny – przez trzy dni wędrówek trzeba było rano zwinąć namioty, zrobić śniadanie, przygotować obiad. Walczyliśmy z własnymi ograniczeniami fizycznymi – nawet wtedy, kiedy myśleliśmy, że nie zrobimy już ani kroku więcej, mieliśmy świadomość, że tak naprawdę musimy dojść do bazy noclegowej. Uczyliśmy się też pokory – tego, że JA często musi zejść na dalszy plan, tego, że JA wcale nie jestem ideałem. Po Watrze pozostały nam nie tylko materialne pamiątki, cenniejsze są dla nas wnioski, które pomogą nam poprawić naszą współpracę jako drużyny.

Wszystkie zdjęcia z naszego wyjazdu możecie obejrzeć w specjalnej galerii znajdującej się tutaj.

Katarzyna Sobiczewska
Kreator stron internetowych - strona bez programowania